11
Kwi

Gruboo gruboo oj bardzo gruboo…….. :(

akta_sadoweNo… no… no… ciekawostka naprawdę ciekawostka… Jeśli jesteś zawodowym kierowcą i pomykasz po szosach dużym autkiem , a w Twojej głowie od czasu do czasu pojawia się myśl, że jak sobie od święta przegniesz tarczkę to nic się nie stanie, to powiem Ci tak oj gruboooo, ale to gruboooo możesz się pomylić…

Cóż się dzisiaj wydarzyło, ano zadzwoniła do mnie Pani z Sądu… halo słucham – odebrałem, że tak powiem standardowo. Z drugiej strony słuchawki usłyszałem…

Pani X:Dzień dobry czy Pan biegły?”

Ja:No tak – odpowiedziałem…”

Pani X:mamy do Pana sprawę – usłyszałem”

Ja:A skąd Pani dzwoni?

Pani X:A z XYZ, Pani Sędzina chciałaby się z Panem spotkać, aby wyjaśnić o co jej chodzi w tezie dowodowej…

Ja:hmm… ale przecież ja już Państwu oddałem akta gdzieś w okolicach stycznia, to co muszę coś uzupełnić?

Pani X:Nie, nie, to całkiem nowa sprawa, tu Pan jeszcze nie sporządzał opinii – usłyszałem w słuchawce…”

Ja:Dobrze, a czy może być dziś po 15:00?

Pani X:Spytam Pani Sędziny i zaraz do Pana oddzwonię…

Ring, ring, ring… 

Pani X:Może być, proszę być po 15:00

O 15-tej z minutami wpadam do Sądu, mijam tylko jeszcze chłopka przy drzwiach zwanego „body-gardem” i walę szybkim sprężystym krokiem prosto w drzwi sekretariatu wydziału. Rozmowa z Panią Sędziną „pynk… pynk… pynk… rach… ciach… ciach…”. Efekt końcowy – oczy postawiłem w słup!!!

No rzeczywiście, uczyli mnie kiedyś tego przepisu, ale już go dawno nie słyszałem i gdzieś mi w głowie uległ zatarciu i zamazaniu… Czego dokładnie mnie uczono, a o czym Ty też powinieneś wiedzieć i naprawdę o tym pamiętać… tego dowiesz się poniżej, bo jak O TYM zapomnisz może być gruboooo, gruboooo oj naprawdę gruboooo….

Co się zatem stało… mniejsza o numer sygnatury, mniejsza o który Sąd chodzi, mniejsza o nazwiska… Zresztą i tak jestem związany „tajemnicą spowiedzi”, ale mogę Ci mniej więcej naświetlić bardzo ogólnikowo o co poszło, a tym – żadnej „tajemnicy spowiedzi” nie złamię… 😀

Poszło o naruszenia czasu jazdy na podstawie rozporządzenia 561/2006, a tym samym i o naruszenia czasu pracy… ale przede wszystkim czasu jazdy… Chłopcy z jednej firmy bawili się w ciuciubabkę z Inspekcją Transportu Drogowego, a to sobie przegięli cztery i pół godzinki bez uzasadnienia, a to skrócili pauzę dzienną i inne takie… Trochę się tego nazbierało… a oni myśleli jakoś to będzie… i jakoś to było… do chwili…. KONTORLI WITD.

Kontrola dorwała ich co prawda dopiero w trakcie trzepania firmy jako całości… czyli ich strategia gry w ciuciubabkę prawie się zatem udała… Wszak na drodze ani jeden nie został złapany i gdyby minął rok od chwili popełnienia wykroczenia to by sprawy po prostu nie było… Jednakże chłopcy byli pazerni i nie robili naruszeń raz na rok czyli od przysłowiowego „święta”, ale jechali sobie równo…

Kontrola w firmie „X” zostawiła rachunek na maksymalną możliwą sumę tj. w tym przypadku na 15.000,00 zł, ale oberwało się także zarządzającemu firmą w formie mandatu karnego… także suma summarum wyszło 17.000,00 zł . W tym momencie mógłby być koniec wpisu, bo zrobiło się trochę przydługawo ale tak naprawdę to dopiero początek…

Właściciel firmy spiął się oczywiście z kierowcami o to, kto ma zapłacić tą laurkę od WITD. Kierowcy uznali, że szef, bo decyzja i mandat są skierowane bezpośrednio na niego tj. jest tam jego imię i nazwisko oraz adres firmowy jak i prywatny… szef natomiast uznał, że zapłacić powinni kierowcy. Jako, iż negocjacje w tym aspekcie spełzły na niczym… właściciel firmy „X” nie wytrzymał nerwowo i przygotował w tym zakresie stosowne dokumenty i oddał sprawę do Sądu…

I tu pojawia się ten przepis, a w zasadzie to dwa o których na dłuższy czas nie musiałem pamiętać… bo nikt zwyczajnie mnie o nie nie pytał. Chodzi oczywiście o odpowiedzialność pracownika wynikającą z działu V Kodeksu Pracy. W  dziale V KP przepisów jest oczywiście więcej, ale dwa najważniejsze według mnie to ograniczenie wysokości odszkodowania na rzecz pracodawcy do trzymiesięcznych zarobków sprawcy w przypadku winy nieumyślnej…

No i najważniejszy w tej historii art. 122 KP stanowiący, iż pracownik, który umyślnie wyrządził szkodę pracodawcy jest obowiązany do jej naprawienia w pełnej wysokości… – oj tak – w pełnej wysokości! W związku z powyższym, jeśli dany pracownik przyczynił się w 100% do powstania kary w wysokości 15 tyś zł, to w przypadku wykazania mu winy umyślnej, czyli, że prowadził pojazd – specjalnie  nie stosując się do przepisów rozporządzenia 561/2006, będzie musiał zapłacić odszkodowanie na rzecz pracodawcy w pełnej wysokości na jaką została wyliczona szkoda plus oczywiście koszty sądowe…

I taki właśnie pozew wniósł pełnomocnik powoda tj. o orzeczenie, iż były pracownik  odpowiada w pełnej wysokości za powstałe naruszenia, a tym samym naraził swoim zachowaniem na stratę w wysokości 17.000,00 zł firmę „X”… Oczywiście, w odpowiedzi na pozew, pozwany podniósł, że naruszenia powstały z winy pracodawcy i on nie może ponosić tym samym odpowiedzialności za błędy w prowadzeniu działalności gospodarczej właściciela firmy „X”…

Powstał tym samym niezły bajzel… a Pani Sędzina uznała, że czas wezwać posiłki… Kawalerzyści z US Army (w mojej osobie) przybyli jak to na westernach bywa niezwłocznie na wezwanie w najbardziej oczekiwanym momencie filmu 😀 Życie to jednak nie hollywoodzka produkcja z Johnem Waynem lub Kevinem Costnerem w roli głównej… i tu pojawia się moja poważna rola… mam wskazać na podstawie zebranego materiału dowodowego, kto tak na dobrą sprawę odpowiada za powstałe naruszenia… ale to już moje wyzwanie i mam nadzieję, że mu podołam.

Do czego tak naprawdę zmierzam???… w całej tej sytuacji mamy do czynienia przede wszystkim z naruszeniem czasu jazdy przez kierowców firmy „X”, po drugie mamy do czynienia z ewidentnym brakiem umiejętności prawidłowego stosowania art. 12 rozporządzenia 561/2006, po trzecie mamy odpowiedzialność mandatową i administracyjną wynikającą z ustawy o transporcie drogowym, no i po czwarte – odpowiedzialność wynikająca z Kodeksu Pracy…

Oczywiście całego tego zamieszania można by było uniknąć gdyby kierowcy przestrzegali przepisów rozporządzenia 561/2006, no ale wtedy nie było by w ogóle tego wpisu, bo nie było by przypadku wartego omówienia… 😀 Gdzie tkwi zatem błąd? Z początku myślałem, że może w tym, iż kierowcy byli przekonani, że tylko firma odpowiada za naruszenia wynikające z laurki od WITD i na tym sprawa się kończy… później zastanawiałem się czy znali treść art. 12 rozporządzenia 561/2006, a może nie wiedzieli, że można ich pozwać do Sądu Pracy… dywagacje mogły by trwać do rana…

Jestem jednak przekonany, że problem tkwi w jakości ich wyszkolenia, a tym samym – znajomości prawa… Niestety – dura lex sed lex – a co za tym idzie – nikogo nie będzie obchodziło czy znasz dany przepis czy go nie znasz… a ponieważ został on ogłoszony w Dzienniku Ustaw – musisz go znać bo inaczej możesz skończyć jak Ci mili panowie  – na rozprawie w sądzie…

W związku z powyższym, zachęcam Cię do nabycia lub odświeżenia sobie informacji zawartych w rozporządzeniu 561/2006, a także przyswojenia elementów dotyczących czasu pracy zawartych w ustawie o czasie pracy kierowców, bo póki co,  jest to największe zmartwienie zawodowego kierowcy – przy sieci dróg i parkingów jaką mamy na dzień dzisiejszy w Polsce…

Ps.

U mnie za oknem pomimo zapowiadanych deszczów i burz wyszło słońce.  Jeśli znasz przepisy 561/2006 rozchmurz buzię idzie wiosna, a za pasem święta 😀

Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.dziennikbaltycki.pl

{ 5 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

beata Maj 14, 2014 o 19:58

Jak mówi jedna z zasad prawa rzymskiego- nieznajomość prawa szkodzi… i tutaj ta zasada ma zastosowanie dla kierowców, którzy wykręcają się od odpowiedzialności karnej… no cóż… Gra w ciuciubabkę i zabawa z ITD nie skończyła się dobrze 😉

Odpowiedz

Anna Wrzesień 12, 2014 o 10:45

Pewnie do tej pory firma ma nieprzyjemne wspomnienia, a rozporządzenie wykute jak na sesję 😀

Odpowiedz

Karolina Listopad 7, 2014 o 18:35

Bardzo ciekawy artykuł, z humorem i dowcipem, przez co interesujący:) A co do samej sprawy to miała Pan niełatwe zadanie… Ale chyba jednak mimo wszystko prawo stoi po stronie pracodawcy, chociaz wiadomo, że trudno zapłacic taka kwote szaremu pracownikowi. Wg mnie powinni się jakoś podzielić tą karą…..

Odpowiedz

Adrian Marzec 4, 2015 o 21:18

Świetny artykuł, jestem ciekawy jak się sprawa rozstrzygnie poza tym tak to jest teraz w firmach transportowych, że odpowiedzialność pracownika, który może być setki kilometrów od pracodawcy jest mała. Przykładowo ostatnio jak była stłuczka z wiaduktem i właściciel firmy ma zapłacić 15mln. Gdyby nie byli pazerni na jazdę nie byłoby tego wpisu nawet 🙂

Odpowiedz

Marcin Styczeń 24, 2017 o 17:17

A czy pracodawca nie ma obowiązku z czytywania karty kierowcy ?? No tak chłopaki robili km,a dla szefa to więcej frachtów i wiecej pieniędzy! – więc siedział cicho i się nie odzywał, nie reagował na ich notoryczne przekroczenia o których musiał wiedzieć! więc moim zdaniem nie tylko kierowcy bawili się w ciuciubabke ale także właściciel firmy który udaje niewinnego.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: